środa, 14 listopada 2018

Praca nad sobą

Definicja celu


Określ wyraźnie co chcesz zmienić, osiągnąć. Myśl, mów, pisz o tym w czasie dokonanym a nie życzeniowym. Ustal jak często będziesz powtarzać ćwiczenia i ile będziesz ćwiczyć np. ile czasu będziesz poświęcać każdorazowo, lub określ objętość ćwiczeń.. np 2 powtórzenia. 

Przykład: 


Nie chcesz przeklinać przy dzieciach.
Cel: "Nie przeklinam przy dzieciach." - stan dokonany do którego dążymy.
Harmonogram ćwiczeń: przez tydzień codziennie 1 "scena" (wyjaśnienie poniżej) wieczorem przed zaśnięciem. kolejny tydzień co drugi dzień. Potem powtórka ćwiczeń każdego dnia w którym nastąpił niepożądany incydent.

Praktyka


Przed każdym ćwiczeniem trzeba się rozluźnić i zrelaksować. Najlepiej mi to wychodzi po treningu np wieczorny workout, bieganie itp.. kiedy mózg jest dotleniony. Pomieszczenie powinno być ciepłe przewietrzone.. generalnie należy zadbać o własny komfort mentalny i fizyczny. W miarę możliwości usunąć lub zminimalizować wszystko co pobudza nasze zmysły przeszkadza nam lub rozprasza. 
Kładziesz się wygodnie zamykasz oczy rozluźniasz całe ciało, uspokajasz oddech. Zaczynasz powoli odliczać. 
1 Skupiasz się na oddechu. Oddychasz lekko równo i spokojnie. Twoje ciało jest dotlenione.. serce bije miarowo i spokojnie.
1 Skupiasz się na prawej ręce, rozluźniasz wszystkie mięśnie. Wyobrażasz sobie w ręce uczucie ciężkości i ciepła. Wyobrażasz sobie że ręka robi się tak ciężka że nie możesz jej poruszyć.
2 To samo robisz z prawą nogę. Rozluźniasz i wyobrażasz sobie ciepło i ciężar.
3 Powtarzasz wszystkie kroki z lewą nogą.
4 Powtarzasz wszystkie kroki z lewą ręką. 
5 Rozluźniasz brzuch klatkę piersiową... rozluźniasz szyję, mięśnie żuchwy.
Teraz zaczynasz liczyć od 15 co 2 oddechy jedno oczko na dół. 15 .. 14 .. 13 .. .. .. 1
Kilka razy powtórz swoją definicję celu. Przypominasz sobie, wyobrażasz sytuację, zdarzenie które chcesz poprawić. Staraj się przypomnieć sobie całość jak najdokładniej. Skup się na szczegółach, obrazach słowach, doznaniach zmysłowych. Dokładnie przypomnij sobie swoje myśli i uczucia. Staraj się stworzyć prywatny "film" z wnętrza twojej głowy na którym widzisz wszystko, możesz go odtwarzać zatrzymywać cofać. Może to nie być przyjemne ale zmuś się do obejrzenia tej sceny. Następnie powtórz sobie co chcesz osiągnąć. Odtwórz scenę jeszcze raz - zatrzymując ją tuż przed popełnieniem korygowanego czynu. Zastanów się nad swoimi uczuciami w tym momencie. Co cię wytrąciło z równowagi. Jaka była reakcja. Pomyśl jaka reakcja była by prawidłowa - idealna w tej sytuacji. Zastanów jak jesteś w stanie poprawić swoją reakcję? Weź pod uwagę własne ograniczenia, nerwy negatywne emocje. Często idealna reakcja jest poza zasięgiem, musisz znaleźć coś możliwego do zrealizowania. Gdy już zdecydujesz się jaka reakcja powinna nastąpić, popraw twój "film". Zrób jego nową wersję, w której reagujesz w sposób optymalny. Teraz odtwórz poprzednią wersję. Wywołaj negatywne emocje. Wyraźnie powtarzaj sobie ŹLE. TAK NIE ROBIĘ, TO NIE JA. Możesz dodać do odtwarzanego filmu jakiś negatywny marker np czerwoną aureolę/obwódkę. Następnie odtwórz poprawione nagranie, skup się na zmysłach i uczuciach i powtórz w myślach DOBRZE. TAK SIĘ ZACHOWUJE. TO JA. Wywołaj pozytywne emocje. Możesz dodać do filmu jakiś pozytywny wizualny marker np świetlistą / zieloną aureolę/obwódkę. Powtórz poprawioną wersję skup się na zapamiętaniu bodźca, emocji i reakcji. Przyjmij to jako swoje.

Stopniowo w miarę ćwiczeń i upływu czasu twoje zachowanie ulegnie poprawie w pożądanym kierunku. Możliwe będzie "kręcenie" bardziej ambitnych filmów i zbliżenie się do perfekcji.
Powodzenia :)

Dywagacje


Opis bazuje na technikach treningu autogennego i samokontroli umysłu metodą Silvy. Co ciekawe według Silvy w ten sam sposób możemy też wyobrażać sobie przyszłość. Przewidując przyszłe wydarzenia można programować swoje zachowanie. Podobno w ten sposób można wpływać nie tylko na swoje reakcje ale też na przyszłe zachowania innych ludzi. Ludzie wierzący często odrzucają te techniki nazywając je okultyzmem.
Osobiście mam mieszane uczucia. Programowanie samego siebie i poprawa własnych negatywnych zachowań na zasadzie wyuczenia pary bodziec - reakcja wydaje się logiczne możliwe i pożądane. Czyni mnie i świat w którym żyję lepszym. Co do wpływu na przyszłość i innych ludzi, logicznie myśląc to bzdura i chwyt marketingowy Silvy. Tylko że coś w tym jest "głębszego".. zauważ też że to nie jedyne źródło tego typu spostrzeżeń.

Od razu zaznaczę że nie praktykowałem tego w ten sposób i puki co nie zamierzam. Interesuje mnie to jednak z czysto fizycznego punktu widzenia ponieważ od pewnego czasu mam problem z wiarą. W to poniżej też jakoś .. nie wierzę.. ciekawe pytanie do katolików: Czy w takim razie brak łaski wiary chroni mnie przed grzechem? :)

Roboczo przyjmijmy że nasze myśli i uczucia mają wpływ na rzeczywistość która nas otacza. Mechanizm ten, niezależnie czy działa rzeczywiście, roboczo nazwałem kwantowością świata ponieważ bardzo przypomina mi fizykę kwantową i doświadczenie Younga. Może to działać tak: nagrywając, oglądając w naszych umysłach przyszłą scenę jesteśmy jej pierwszymi obserwatorami, co za tym idzie definiujemy jej przebieg. Niejako przeciągamy prawdopodobieństwo na naszą korzyść. Dużą rolę w tym wszystkim pełni przekonanie własnego umysłu że takie zdarzenie jest realne, prawdopodobne i przebiegnie tak jak chcemy - czyli coś co śmiało można nazwać wiarą. Do pewnego stopnia mechanizm ten przypomina modlitwę. Może słowo okultyzm to takie tępienie konkurencji? Do ciekawych wniosków można dojść zastanawiając się jak to działa np. gdy grasz przeciwko komuś, nie koniecznie w dobrych intencjach:
Dwie armie naprzeciw sobie.. po każdej stronie generałowie "przewidują" przebieg bitwy i żołnierze modlą się.. ci którzy wygrają powiedzą że to dzięki tym modłom, praktykom. O tym którzy przegrali, świat zapomni. Czy to działa? Czy to tylko psikus umysłu który wyłuskuje i zapamiętuje tylko to co chce? 

czwartek, 7 listopada 2013

Demokracja II

Trochę poczytałem sobie o demokracji, trójpodziale władzy, demarchi F.A. von Hayeka i innych tego typu utopiach politycznych. Z racji tego że moja "propozycja" systemu uległa pewnym zmianom poniżej zamieszczam jej zaktualizowaną wersję.

  • Sejm izba niższa składająca się z 400 Posłów wybieranych w powszechnych równych i bezpośrednich wyborach. Każdy powiat to jeden okręg wyborczy. Większość z 379 Powiatów to jednomandatowe okręgi wyborcze. Największe ludnościowo powiaty posiadają większą ilość mandatów. Dodatkowe mandaty przydzielane są przed każdymi wyborami na nowo i proporcjonalnie do liczby ludności danego poszczególnych powiatów - tak aby każdy poseł reprezentował jak najbardziej zbliżoną liczbę ludzi.
    Kadencja każdego posła trwa 4 lata. Wybory organizowane są co 2 lata w połowie powiatów. Zapewnia to kontynuację władzy oraz częstą weryfikację społeczną rządzących.
    Do wzmocnienia kontroli politycznej posłów ludność powiatu może, w każdej chwili, na drodze referendum, odwołać reprezentującego ją posła i powołać na jego miejsce inną osobę.
    Główną rolą Sejmu jest wybranie Rządu oraz kontrola jego funkcjonowania (wotum zaufania). Sejm wydaje też na drodze uchwały dyrektywy dla Rządu. Sejm NIE STANOWI PRAWA.
    Posłem może zostać każdy nie skazany prawomocnym wyrokiem sądu obywatel RP który ukończył 25lat. Minimalny wiek wyborczy to 18lat.
  • Senat izba wyższa składająca się z 96 senatorów. Co roku wybieranych jest 8miu senatorów których kadencja trwa 12lat. Wybory organizowane są w połowie województw będących jednocześnie jednomandatowymi okręgami wyborczymi. Województwo nie może odwołać wybranego przez siebie senatora.
    Rolą Senatu jest ustanawianie prawa.
    Senatorem może zostać każdy nie skazany prawomocnym wyrokiem sądu obywatel RP mający więcej niż 45lat i mniej niż 60 posiadający wyższe wykształcenie.

poniedziałek, 30 sierpnia 2010

Katastrofizm stosowany, czyli Peak Oil

Do napisania tego posta skłoniły mnie bardzo ciekawe materiały znalezione na peakoil.pl.

W skrócie: autor stawia tezę że nasza obecna cywilizacja powstała, tylko i wyłącznie dzięki dopalaczowi w postaci paliw kopalnych. Z powodu ograniczonych zasobów, oraz rosnącej konsumpcji między 2010-2035 czeka nas szczyt wydobycia ropy naftowej (Peak Oil). Po tej dacie, w efekcie ciągle rosnącego popytu i malejącej podaży, rosnące ceny ropy doprowadzą do katastrofalnego kryzysu energetycznego.
Wszystko poukładane w kilka dość dobrych artykułów, z sporą ilością wykresów i diagramów, ciekawymi cytatami itp. Ogólnie bardzo sugestywne.

Z ropy i gazu produkujemy nawozy sztuczne i środki ochrony roślin. Spalamy ropę orząc pola i zbierając plony. Po wyprodukowaniu żywności trzeba ją jeszcze przetransportować.
Niedobory ropy to mniej statków pływających po morzach, mniej samolotów w powietrzu, mniej tirów na drogach itp itd.

Bez taniej ropy, nie możliwy na taką skalę, był by rozwój rolnictwa, a co za tym idzie wzrost liczby ludności.
Przyjmując że rzeczywistym "pokarmem" naszej cywilizacji jest ropa, logicznymi konsekwencjami jej niedoborów będzie stopniowy upadek. Nie dysponujemy żadnymi "nowoczesnymi" technologiami, ani alternatywami dla ropy, węgla i gazu. Gdy zabraknie tych podstawowych zasobów (lub staną się za drogie) wzrost cen żywności, doprowadzić może do: niepokojów społecznych, wojen, anarchii. W podobnej sytuacji jak my teraz, byli Polinezyjczycy na Wyspie Wielkanocnej, tuż przed wyrąbaniem ostatniego drzewa. Uważam że to ostatnie drzewo nie poszło na kajak, ani rolkę pod posąg - raczej zostało użyte do produkcji broni. W końcu jedynym, dostępnym na szeroką skalę, mięsem była ludzina.

Zakładając że ten czarny scenariusz się urzeczywistni, warto zastanowić się co można zrobić teraz - w jaki sposób przygotować się na przyszłość.
Precondition Co wiemy, czego się spodziewać:
- Wzrost cen żywności.
- Spadek zatrudnienia. 
- Wzrost cen ziemi (powrót do rolnictwa tradycyjnego - produkcja na własne potrzeby).
- Inflacja.. spadek wartości pieniądza "papierowego" (powrót do złota).
- Głód.- Zamieszki.
- Napady.
- Anarchia.
- Kanibalizm.
Wszystko co nie produkuje żywności, zostanie zredukowane do niezbędnego minimum- ceny wszystkiego spadną - a żywności nie będzie można kupić za "papierowy" pieniądz.
(warunki wypisz wymaluj jak w Republice Weimarskiej). Następstwem będzie zwiększające się bezrobocie i coraz powszechniejszy głód. Bogatsi - lepiej zabezpieczeni zaczną przenosić się na rolę, masowo kupując ziemię. Ich plony będą jednak ograniczone przez plagę szabrownictwa. Właściciele ziemscy (rolnicy) zaczną organizować "ochronę" własnych pól (żywności). W kolejnym stadium pojawią się grupy, bandy zbrojne "pożyczające" żywność od sąsiadów.
Unknown
Niewiadomą jest kiedy będzie Peak Oil oraz jak szybko następować będzie spadek wydobycia.
Jeżeli spadek będzie powolny, możliwe że część skutków uda się złagodzić lub przynajmniej odłożyć w czasie. Może pojawią się i zdążą być wdrożone nowe technologie itp. (Autor wyżej wspomnianego portalu peakoil.pl dość brutalnie rozprawa się z takimi możliwościami twierdząc że to nierealne, ja uważam inaczej)
W przypadku szybkiego spadku wydobycia będzie źle.. bardzo źle..
Possible Solutions

a) przeczekanie (samowystarczalność)
Dobrym rozwiązaniem było by zapewnienie sobie i swojej rodzinie samowystarczalności żywnościowej np poprzez założenie i prowadzenie gospodarstwa w oparciu o permakulturę.
Niestety posiadanie żywności w okresie jej niedoboru wystawia posiadającego na ryzyko napadu.
Do ochrony własnego życia i mienia trzeba by zorganizować coś na kształt samoobrony. Zorganizować społeczność lokalną - utworzyć własne bojówki. Podobnie postępowali Polacy na Wołyniu np w Przebrażu. Na ile realne są takie plany?
Trudno powiedzieć. Faktem niezbywalnym jest że trzeba by wystawić naprawdę solidną "ekipę", co jest trudne i mało realne. Poza tym nigdy nie ma pewności że jak przyjdzie większa(silniejsza) banda to i tak nas nie pobije. Trzeba brać pod uwagę że sprzęt wojskowy też może "wyciec" do ludzi. W związku z tym siły band mogą być naprawdę znaczne.
b) ucieczka
Ratunkiem było by przeniesienie się na mniej zaludniony teren np. Bieszczady albo nawet uciec z Europy.
W jakimś mało zaludnionym ciepłym zakątku świata mogło by być całkiem miło.
Minusem takiego rozwiązania jest spore prawdopodobieństwo że tam się to wszystko zacznie, będzie brutalniejsze i dłużej potrwa.
c) atak
Jest jeszcze jedna opcja.. hem.. Można samemu zorganizować/przystać do zbrojnej bandy... Trzeba przyznać że jest to najbardziej "elastyczne" rozwiązanie. Cały dobytek wozi się ze sobą. Samemu wybiera się cele. Unika się silniejszych grup. Przemieszcza się tam gdzie jest żywność.
d) mix
Ciekawą opcją było by połączenie obydwu modeli - np bycie w bojówce która wspiera (za żywność) jakąś osadę (lub grupę) permakulturową. Będąc mobilnym (konie) oraz mając stosowną siłę perswazji można by kontrolować przepływ dóbr na danym terenie.

Warto zastanowić się już teraz i zacząć się przygotowywać na różne ewentualności. Potem może być za późno. Poza tym nawet jeżeli nie będzie teraz żadnego kryzysu - to co z tego? kiedyś być musi! :)

Potencjalnych źródeł kryzysów wszelkiej maści - teorii katastroficznych mamy bez liku. Do wyboru i koloru dla każdego chętnego :) dosłownie istna Puszka z Pandorą :D
Ostatnio znalazłem opis jak to mikrobiologia ma problemy bo bakterie uodparniają się na nadmiernie stosowane antybiotyki. Przeludnienie, łatwy transport i mamy Pandorę.. tzn.. Pandemię!
Siła ziemskiego magnetyzmu słabnie i będziemy mieli przebiegunowanie. Ptaki wędrowne zbłądzą, promieniowanie słoneczne nas wysterylizuje i zabije naszą energetykę przeciążając energetyczne linie przesyłowe. Za to zorzę będzie widać nawet na równiku :)
Na skutek kreacji pieniądza przez banki grozi nam zapaść systemu finansowego.
Jeżeli ktoś jeszcze nie wierzy to mamy w zapasie przepowiednie Nostradamusa.
Jak do tego dodać efekt cieplarniany, podnoszenie poziomu mórz, zmianę cyrkulacji prądów morskich, rabunkową gospodarkę, zmniejszanie się powierzchni upraw, za dużo CO2 i na koniec koronny argument KONIEC KALENDARZA MAJÓW w 2012r (nie łączył bym tego z Euro2012 w naszym kraju - przecież maje nie mogli(?) wiedzieć o tej imprezie w PL .. :D )
Suma Sumarum - Jesteśmy w czarnej DUPIE i tylko pozostaje usiąść płakać i rwać włosy z głowy!

He He He już wiem dlaczego niektórzy mają ich (włosów) mniej. To dlatego że są mądrzejsi, wiedzieli o tym wcześniej (tylko "gadać" nie chcieli).. i powyrywali sobie je (włosy) wcześniej!

poniedziałek, 14 czerwca 2010

Demokracja

Do napisania tego posta skłonił mnie jeden z artykułów na temat propozycji poprawy systemu PL.
Materiały źródłowe:
1. Zasady demokracji: http://wyborcza.pl/1,75476,7925233,Nie_licz_na_demokracje.html
2. Propozycje zmian wg. Ruchu Geostrategii Rozwoju Polski: http://antydziad.salon24.pl/92326,kto-nie-ucieka-do-przodu-ten-ginie
3. Jednomandatowe okręgi wyborcze. http://www.jow.pl/
Próbowałem znaleźć jakieś remedium na "plebejskość" demokracji w naszym wydaniu proponowane przez UPR pana JKM lub Cynika z http://dwagrosze.blogspot.com/ - niestety panowie zauważają dużo wad naszego obecnego ustroju i szeroko je rozdrapują tak naprawdę nie proponując żadnych konkretnych rozwiązań w zamian lub w zamian źle funkcjonującego proponują totalną utopię.
Śmiałe propozycje poprawy ustroju państwa za pomocą likwidacji partyjnej sitwy zawarte w art.nr.2 bardzo mi przypadły do gustu. Idzie ona o krok dalej niż JOW art.nr.3 i wprowadza zmienną siłę (liczbę) głosów poszczególnych ludzi. System jest bardzo ciekawy i powinien być łatwy do wprowadzenia. Niestety autorzy artykułu zamiast skoncentrować się na jednym temacie (Ordynacja wyborcza) dodatkowo robią mariaż i łączą ordynację wyborczą z "nowym" z skądinąd dobrym systemem podatkowym. Moim zdaniem to błąd zmniejszający wydatnie prawdopodobieństwo sukcesu takiego projektu. W moim rozumieniu celem zmiana obecnej ordynacji wyborczej była by większa  responsywność systemu.
Zmniejszenie wpływu zależnego od socjału plebsu na władzę powodować powinno zmianę polityki socjalnej państwa a co za tym idzie umożliwić zmianę systemu podatkowego na bardziej wolnorynkowy i liberalny. Krótko mówiąc zmiana systemu podatkowego była by możliwym efektem zmian systemu państwa. W przeciwnym razie bez wcześniejszego radykalnego zmniejszenia socjału i wprowadzenia oszczędnego państwa - zmiana systemu podatkowego na proponowany przez autorów art.nr.3 to niewykonalna utopia.
Niemniej jednak, zmianę siły głosów poszczególnych grup społecznych (wzmocnienie wykształconych, uczciwych, zaradnych gospodarczo) uważam za bardzo cenną propozycję i krok w dobrym kierunku.
Żeby nie zostać gołosłownym poniżej zamieszczam konglomerat różnych pomysłów które chodziły mi po głowie od dłuższego czasu oraz szkic systemu który w tej chwili uważam za najlepszy możliwy do zrealizowania. (Jeżeli znajdę coś ciekawego lub wymyślę to będę modyfikował tą propozycję dodając kolejne posty co by było widać historię mojej myśli :P ) W propozycji tej staram się też sięgać do dobrych pomysłów innych ludzi (np struktura sejmu - częściowo pomysł W.Pawlaka) Ponadto staram się aby proponowany system był jak najprostszy (implementowalny komputerowo) i jak najtańszy.

- Ordynacja wyborcza:
Jednomandatowe okręgi wyborcze w oparciu o obecny podział administracyjny RP. (np Powiaty - Posłowie Województwa - Senatorzy opis poniżej)
Każdy pełnoletni obywatel RP z pełnią praw wyborczych ma 1 głos.
Cenzus Wykształcenia  ma +1głos (jeżeli ma wyższe wykształcenie)
Cenzus Finansowy (zamiast płaconego pogłównego) ma +1głos opcje do przemyślenia..
- jeżeli jest zaradny finansowo - zarabia (i płaci od tego podatek) powyżej 2xŚrednia krajowej (problem z udowodnieniem.. papiery z Fiskusa? zwiększa biurokrację nie za bardzo mi się podoba)
- płatny głos - np za dodatkową opłatą np 10 zł można oddać +1 głos więcej. Bogaty mógł by się na to pokusić. Biedny też jak by mu na czymś bardzo zależało. Większość ludzi "mniej aktywnych" miała by to gdzieś. (problem z kupowaniem głosów np. przez oligarchów, obce mocarstwa.. do przemyślenia w końcu każdy może wziąć pieniądze i zagłosować na kogoś innego lub schować je do kieszeni i pójść swoją drogą, gorzej z głosowaniem przez internet rozwiązaniem mogło by być ustalenie ceny na wysokim pułapie np 100zł).
Cenzus Zasług ma +1głos Profesorowie mianowani, Generałowie wojska, Policji, Sędziowie, inni Bohaterowie itp.



- Sejm 400 posłów (zmniejszenie o 60) minimalny wiek posła 25lat
  1 Powiat = 1 Poseł w Sejmie co daje 379 posłów. Kadencja 4lata.
Taka struktura okręgów wyborczych uniemożliwia partiom politycznym manipulowanie granicami  okręgów do własnych celów (art.nr.1 notka "dziel i rządź!) jest prosta do wykonania i w miarę spójna logicznie. Jedyny problem to różnice w ilości ludzi w poszczególnych powiatach. Niektóre są bardzo duże ludnościowo inne bardzo małe. Dlatego pozostałe miejsca w Sejmie (21) rozłożył bym proporcjonalnie po największych powiatach. I tak np Warszawa miała by np 3 mandaty, Poznań 2 (taki przykład tylko - trzeba by było to policzyć i rozdzielić przed każdymi wyborami na nowo.. - uwzględniało by to dynamiczną migracje ludności np. Lublin się zmniejsza i mógł by stracić posła na korzyść zwiększającego się Poznania itp.).
Ciekawą opcją jest system wyborów 50% sejmu co 2 lata. W tym układzie władza jest rozliczana z swoich "obietnic" dość szybko. A siły w parlamencie nie zmieniają się tak radykalnie. Można by to zrealizować używając raz przyjętej siatki geograficznej  np. teraz powiat ziemski koszaliński wybiera posła na 4 lata. Za 2 lata  powiat grodzki wybiera 1 posła. Dodatkowo była by możliwość odwołania posła. (opisane poniżej).
Kolejną ciekawą propozycją jest odpowiednie uposażenie posła zależne od średniej zarobków w jego powiecie. Opis takiej propozycji znalazłem tutaj.

- Senat 100 senatorów minimalny wiek Senatora 35lat
16 osób wybory bezpośrednie w województwach. Kadencja 6lat.
reszta brak kadencji - reprezentanci funkcji społecznych
16 osób reprezentanci sejmików wojewódzkich.
16 osób reprezentanci wojewodów lub sami wojewodowie (wybierani przez rząd tak jak teraz).
Pozostałe 52 osoby to wyznaczeni (np jednorazowo) reprezentanci lub osobiście: rzecznika praw obywatelskich, prezesa NBP, prezesa Krajowej rady radiofonii i telewizji, IPN-u, NIK-u, Naczelnej rady sądowniczej i adwokackiej, itd itp ogólnie powinni to być przedstawiciele różnych grup, samorządów zawodowych, związków pracodawców, związków zawodowych, organizacji pozarządowych, naukowych, także wojska, policji itp.
Senat posiada przede wszystkim funkcję kontrolną procesu legislacyjnego. (jak teraz)
Dodatkowo wzmocnił bym tą instytucję nadając jej wyłączne prawo do tworzenia komisji sejmowych (śledczych). W skład tych że mogli by wchodzić dowolne osoby wybrane przez Senat w tym też posłowie na Sejm. W moim zamyśle miało by to ukrócić serwowanie nam przez posłów teatrzyków politycznych. Nadał bym Senatowi prawo delegowania przedstawiciela (dowolnej osoby - posła senatora obywatela RP.) do każdej z komisji Sejmowej czy rządowej (funkcja kontrolna) np. Komisji finansów publicznych, Komisji skarbu, Komisji Budżetowej, Służb specjalnych itp.


Dodatkowo zwiększył bym rolę powiatów jako "związków gmin" - to powiat był by odpowiedzialny za odpady komunalne (ścieki , śmieci). Często nie opłaca się tworzyć wysypisk śmieci ani oczyszczalni ścieków dla jednej a nawet kilku gmin. Powiat powinien być także odpowiedzialny za infrastrukturę (drogi powiatowe- obecnie lokalne, wały przeciwpowodziowe, lotniska, dofinansowanie dróg wojewódzkich i krajowych) Powiat mógł by też w drodze referendum w dowolnej chwili przerwać kadencję "swojego" posła i w tym samym referendum (głosowaniu) powołać na jego miejsce inną osobę. Analogicznie jak obecne przepisy odwołania prezydenta miasta (czyli operacja trudna do przeprowadzenia - konieczna bezwzględna większość głosów itp itd).
Tak samo Województwo - mogło by odwołać swojego senatora.
Każdorazowo koszt przeprowadzenia referendum pokrywał by wnioskodawca (osoba - lub instytucja)
jednak nie z budżetu społecznego (Państwa, Samorządu) Czyli wnioskodawcą nie mogły by być organa samorządowe ani rządowe.

wtorek, 1 czerwca 2010

Katyń i powódz w roku wyborczym - potrójna kumulacja

Woda opada. Można spróbować spojrzeć na całość z perspektywy i spróbować podsumować całą tą szopkę z powodzią. Jak zwykle na wysokości zadania, czyli średniej wysokości rynsztoku stanęły nasze wspaniałe media. W pogoni za tanią sensacją redaktorzy brodzili godzinami po pas w wodzie szukając jak najgłębszych miejsc żeby pokazać całą krasą tragedię. Efekt tych zabiegów będzie dużo bardziej odczuwalny niż sama powódź. Wiadomość poszła w świat, wszyscy zobaczyli przerwane wały i potop na skalę biblijną. Część osób chciała ten armagedon zobaczyć na własne oczy, spowodowało to nawet chwilowy wzrost atrakcyjności turystycznej zalanych miejscowości. W tej chwili jednak ilość turystów opada razem z wodą. Zanosi się na to że większość ludzi żyjących z turystyki w zalanych rejonach będzie miało bardzo chudy rok. Co z tego że tak naprawdę zalewało jakieś obrzeża miast i domy budowane głównie w ostatnich latach i za PRL. W średniowieczu ludzie, bez zezwoleń, wiedzieli gdzie budować dlatego wszystkie atrakcyjne turystycznie tereny, starówki miast itp nie zostały zalane. Niemniej wiadomość poszła. I ilość wycieczek spadła drastycznie. Jak zwykle wyszło lepiej niż dobrze. Tylko co to sienie paniki ma wspólnego z dziennikarstwem?


Drugim planem całej tej szopki była polityka i wybory - które jak wiemy musiały by być przesunięte gdyby ogłoszono stan klęski żywiołowej. Więc go nie ogłoszono. Wszyscy też zaczęli pomstować i psioczyć jak to możliwe że po powodzi tysiąclecia mogło się to powtórzyć. Jak to jest że nic nie zrobiono i znowu zalało. Odpowiedz jest bardzo prosta i nie jest to bynajmniej wina rządu.
Chodzi o ludzką niefrasobliwość i głupotę. Brak poczucia odpowiedzialności za własne decyzje. Weźmy na przykład Wrocławski Kozanów który jak wiemy powstał na skutek kretyńskiej decyzji urzędników na poniemieckim polderze zalewowym. W 1997 bloki tam powstałe zalało do połowy pierwszego piętra. Otóż po 1997 roku pojawił się deweloper który korzystając z taniej ziemi na kozanowie postanowił zbudować tam kolejne bloki. Kolejny głupi urzędnik (albo nie taki głupi tylko "przedsiębiorczy") wydał zezwolenie. Blok(i) został(y) zbudowan(y-e). Mieszkania rozeszły się jak ciepłe bułeczki. Może ich cena też była niższa? No bo kto do pioruna kupił by tam mieszkanie jeżeli nie było by jakiś bonusów? Teraz zasadnicze pytanie - czy Państwo powinno takie inwestycje blokować? I kto tu jest głupi? Moim zdaniem ktoś kto kupuje takie mieszkanie dajmy na to 30% taniej niż średnia we Wrocławiu dokładnie wie jakie ryzyko podejmuje. Tak samo inwestor wie że będzie musiał sprzedać te mieszkania taniej. Wszyscy mają skalkulowane ryzyko w kosztach. Ludzie wiedzieli że może ich zalać i mimo to podjęli decyzję o zakupie tych mieszkań, powinni ponieść konsekwencje swoich własnych decyzji a nie lądować miękko na Państwowym socjalu. Dlaczego Państwo korzystając z nie swoich pieniędzy miało by im teraz pomagać? Tak samo można mówić o prawie wszystkich powodzianach. Większość z nich to posiadacze ziemscy, ludzie mający domy na własnej ziemi. Widocznie stać ich na to. Dlaczego mają dostać zabrane mi pieniądze? Uważam że jestem w zdecydowanie gorszej sytuacji finansowej niż oni. Powodzianie pytają "kogo stać na ubezpieczenie" - a stać was naprawy po powodzi? czy też w skrócie - a stać was na mieszkanie tam?


Odpowiedzialność za zabezpieczenie ludności żyjącej na danym terenie zawsze ponosi samorząd. Zawsze tak było że to ludzie z danego terenu budowali wały ich chroniące - jeżeli zbudowali za niskie lub złe to ich zalewało. W kolejnym roku budowali wyższe. Oprócz szczególnie ważnych strategicznie lub kulturowo (jak zaznaczyłem starówek nie zalało) terenów Państwo nie powinno w ogóle ingerować w ten proces. Wiem że wał to droga inwestycja niemniej jednak wszystko to musi mieć podstawy ekonomiczne dlatego inwestycje te powinny być finansowane wyłącznie z budżetu samorządów (+pomoc z UE). W tym celu może faktycznie powinny zostać wzmocnione powiaty? Jeżeli koszt budowy wału jest za duży ludzie powinni przenieść się na bezpieczniejsze tereny. Zieloni protestują? Mówią że trzeba robić poldery zalewowe? Niech zajmą się doradzaniem i konsultacjami - niech zbierają fundusze lub pomagają przygotować inwestycje i odpowiednio wykorzystać fundusze strukturalne Unijne i środowiskowe na korzyść lokalnych społeczności i ekologii.

Zalany homosowietikus liczy na pomoc Państwa - socjalistyczne Państwo sterowane sondażami wyborczymi i paniką medialną pomaga. Płacą za to wszyscy. PO całkowicie odeszła od swoich obietnic wyborczych jawi się teraz jako nowy twór partia euro-kosmopolito-socjalistyczna w przeciwieństwie do narodowo-chrześcijańsko-socjalistycznego PIS. Wszystko wskazuje że pomimo że już nigdy nie będę głosował zgodnie z sondażami to w drugiej turze ponownie stanę przed wyborem mniejszego zła.

piątek, 16 kwietnia 2010

Teorie Spiskowe

Dostałem ostatnio kolejne mejle od mojej nieocenionej Cioci (dziękuje jej bardzo za to) które spowodowały mój roztrój nerwowy i kolejny zanik wiary w ludzką logikę i inteligencję. Poniżej postanowiłem skomentować niektóre tezy tych prac..


Sugestie że ruski odpowiednik systemu, pomagającego lądować został zamontowany na czas wizyty Tuska i Putina i zdjęty przed wizytą Kaczyńskiego.
Znalazłem taki opis: "system nawigacyjny działa wyłacznie dla rosyjskich samolotów, wiec putin mogl go urzyc, jednak samolotu tuska on nie obowiazywal. poszukajcie dalej informacji" - źródło: http://foxmulder.blox.pl/2010/04/Historyczna-analogia-bieszanowowski-burdel.html


Poniżej pozwoliłam sobie na ping-ponga z jednych z mejli - po prostu treść jest tak niedorzeczna że aż śmieszna.

 
"Jak to jest możliwe:
wypadek miał miejsce ok. 20 m nad ziemią a samolot rozleciał się na kawałki praktycznie nie nadające się do złożenia. Jak to jest możliwe, że ciała spadające z wysokości 20 m - tj. ok 5 -6 piętra uległy takiemu zdeformowaniu,że są nierozpoznawalne. Na codzień mamy do czynienia z upadkami z wysokości i takie upadki nie powodują deformacji ciała?"


Osoba która napisała coś takiego chyba notorycznie uciekała z lekcji fizyki w szkole podstawowej - dla podpowiedzi dodam chodzi o prawo zachowania energii. Choć z drugiej strony fajnie być takim debilem. Świat jest wtedy piękny. Wszystko dziwi i zaskakuje. No bo w każdym wypadku samochodowym też przecież można się dopatrzyć podobnej sensacji. Jak to jest możliwe że w niektórych wypadkach samochodowych też trudno rozpoznać ciała? Przecież oni "spadli" z 20 cm ??


"Jak to jest możliwe,
że samolot uderzył w drzewo o wysokości ok 6-8 m na dwa kilometry przed lotniskiem przy widoczności ok 500 - 800 m?
Tak nisko nad ziemią samolot znajduje się dopiero nad płytą lotniska. (..)"


O właśnie o tym pisałem - permanentne zdziwienie światem :) z tego co słyszałem to widoczność była znacznie mniejsza. No ale wydaje się że mamy kolejnego naocznego świadka(sic).


"jak to jest możliwe,
że ciało Prezydenta rozpoznano od razu, a z  95 pozostałych tylko 14 nadaje się do rozpoznania, nawet jego żony nie rozpoznano? chociaż podczas lądowania wszyscy siedzą przypięci pasami, a żaden fotel nie  został wyrwany  i nie leżał porozrzucany w trenie."


Kolejny dowód na to że czytamy wypowiedz naocznego świadka - nic nie wiedziałem wcześniej o fotelach! Skoro nasz geniusz twierdzi że wszyscy byli przypięci pasami do foteli, których ja wiemy nie wyrwało, to czego ruscy szukają? Przecież wszystkie ciała powinny być łatwe do znalezienia.


"Jak to jest możliwe,
że telewizja pokazywała obraz miejsca katastrofy rano w sobotę i żadnych ciał nie było widać, a w niedzielę pokazywała jak strażacy, w zupełnie innych uniformach wieczorem przy świetle latarek wykładali trumny? Dlaczego czekali do wieczora?"


Bo to były wampiry i ghule a wszyscy wiedzą że im światło słoneczne szkodzi. A tak serio - bo jak się ciepnie duraluminiową rurką fi 5 wypełnioną mięsem z prędkością ~300km/h w ziemię, to rurkę szlag trafi, część mięska przemieli się z ziemią, a część będzie mniej zmielona. Najpierw zbierasz mięsko z wierzchu - te które widać a potem, jak chcesz znaleźć wszystkie skwarki to musisz pogrzebać w tej ziemi co może potrwać nie tylko do wieczora ale nawet kilka dni. To takie kolejne zadanie z fizyki - czasoprzestrzeń - kopiesz od tego drzewa do piątej rano.


"Jak to jest możliwe,
że część osób tłumaczy się, iż nie poleciała ponieważ musiała zrezygnować na rzecz ważniejszych osób. TU 154 M posiada 168 miejsc, a pasażerów nawet w pierwotnej wersji było tylko 132 [wersja podawana przez Rosjan przez całą sobotę]
dlaczego aż ok 40 osób się spóźniło?
Tak podobno nie poleciał p.Borowski - Berman. Skąd wiedzieli?"


Coś mi się wydaje że to jednak nie był typowy rejsowy TU 154 M który to posiada 168 miejsc - podobno tym samolotem latał Prezydent jakoś nie wydaje mi się że nasza elita lubi ścisk rejsowych jak w rejsowym samolocie. 


"Jak to jest możliwe,
że pożar rzekomo  zdemolował wnętrze samolotu, a na pokazywanych częściach maszyny nie było nawet śladu okopcenia. Np szachownica bałoczerwona była aż lśniąca tak wyraźna. Dlaczego?"


Bo była na ogonie a nie we wnętrzu?


"Jak to jest możliwe, że samolot, który rzekomo uderzył w Pentagon przed laty,  przebił cały budynek i zrobił dziurę z drugiej strony, a tutaj rozbił się na cząsteczki zahaczając o młodniak - zagajnik. Podobnie było z maszyną uderzając w WTC i wylatującą z drugiej strony gmachu. Czyżby dziennikarze zmyślali i pokazywali wirtualną rzeczywistość."


Ja żadnego samolotu wylatującego z WTC nie widziałem - może tam też był nasz świadek naoczny? Różne debile żyją w wirtualnej rzeczywistości ich własnych mózgów, tu mamy chyba taki przypadek. Radio Erewan:
- czy to prawda że samolot podczas kołowania uszkodził się się o drzewko
- prawda!
- tylko nie podczas kołowania a lądowania, nie o uszkodził a kompletnie rozbił i nie o drzewko a mech pod drzewkiem


"Jak to jest możliwe, że strażacy gasili pożar przez prawie 30 minut, polewając [ co widać na video] wodą zagajnik a nie maszynę. Dlaczego na miejscu było 4-6 strażaków wykonujących czynności p.pożarowe."


A nasz komentator jest chyba także ekspertem p.poż - w związku z tym pytanie: A ilu strażaków miało być? Nie wiem co oni "gasili" ale wydaje mi się że jak bym miał wejść na teren katastrofy to najpierw zabezpieczył bym wszystko w koło - szczególnie rozchlapane paliwo lotnicze przed zapłonem. Krótko mówiąc olał bym odpowiednimi chemikaliami wszystko w koło.


"Jak to możliwe, że w czasie wykonywani 4 okrążeń nad lotniskiem,[ kilkanaście minut] żaden z pasażerów nie przedzwonił na ziemię, iż samolot się spóźni. Generalnie ludzie dzwonią na 10 minut przed lądowaniem.
Ani BOR nie zawiadomił kolegów na dole,że coś się dzieje. "


Skąd niby mieli wiedzieć że się spóźni? Przecież chyba byli o czasie? (przyznaje nie wiem  zdaje się ze kołowanie nad psem nie powoduje zbyt dużego spóźnienia) Wiem natomiast że na pokładzie samolotu zazwyczaj proszą o nie używanie telefonów przy lądowaniu i starcie bo mogą zakłócać aparaturę pokładową. Poza tym nie miałem pojęcia że nasz komentator podsłuchiwał samolot - no bo skąd by wiedział że nikt do nikogo nie dzwonił.


"Skąd było wiadomo, że nie potrzeba pomocy medycznej po wypadku, kiedy ogień ugaszono dopiero o 9.36 czyli w 41 minut po uderzeniu. TV nie pokazała ani jednej karetki pogotowia ratunkowego. Do tej pory nigdzie na świecie nie prowadzono akcji ratunkowej bez czekających karetek. Szczególnie jeżeli uderzenie rzeczywiście było z wysokości ok.20 m."


Przyznaje bez bicia - nie wiem nic o karetkach. Wydaje mi się że powinny być. Moim zdaniem komentator wysuwa zbyt daleko idące wnioski z braku karetek w TV. W Tv nigdy wszystkiego nie pokazują - to mogło też być przyczyna braku ciał na zdjęciach.

   
"Dlaczego zatrzymano kontrolera z wieży i nie dopuszczono do niego dziennikarzy przez pierwszy dzień."


Bo światków naocznych najpierw się przesłuchuje. Lepiej się kryj człowieku bo jak się dowiedzą że tam byłeś i wiesz to wszystko co wiesz to cię dopadną! Oni!


"Dlaczego czekano na odkodowanie czarnych - różowych, skrzynek kiedy nagrania rozmów są także w nagraniach z wieży.
Pokazana "czarna skrzynka" była wyraźnie różowa bez śladów opaleni"


Różowe to są słonie :) a czarna skrzynka była pomarańczowa! :)


"Dlaczego na miejsce wprowadzono już następnego dnia, ciężki sprzęt -spychacze- teren bagnisty, kiedy jeszcze komisja nie zdążyła nawet zinwentaryzować terenu. Pokazała to TVN 24 [mam zdjęcia]"


Radzę zdjęcia wydrukować w jak największej liczbie egzemplarzy i dobrze ukryć! Mogą być ważnym dowodem! Słowa klucz w tej wypowiedzi to "teren bagnisty" - wiele wyjaśniają z intencji ich autora.

 
"I co najciekawsze ŻADNE gadające głowy  w TV nie próbują nawet udzielić odpowiedzi na powyższe pytania."

Może tych odpowiedzi udzielają ich dupy? Tylko tego nie słychać bo dźwiękowcy wycinają.

czwartek, 15 kwietnia 2010

Chimera

Do napisania poniższego tekstu zainspirował mnie artykuł zatytułowany: "Gdybym był wrogiem Polski" -źródło http://polskijuzniema.salon24.pl/169674,gdybym-byl-wrogiem-polski
Pozwoliłem sobie nieco sparafrazować zawarte tam kwestie:

Gdybym był wrogiem Polski...

...i widział że tyle pracy, cały ten trud zdobycia władzy, dzielenia Polaków, zaszczepiania ksenofobii i szowinizmu, może pójść na marne. Że skrzętnie przeprowadzana kampania „nienawiści” i ukształtowana nacjonalistyczno-katolicka sekta, która kala świetne Patriotyczne polskie tradycje, wykorzystując je do swoich podłych celów, pod płaszczykiem wiary szerząc nienawiść, gdybym widział jak traci tylu liderów i lata podkopywania i podgrzania idą na marne to przejąłbym się...

Ale nie za bardzo.

Nie straciłbym przecież narzędzi, którymi posługiwałem się do poniżania Polski na arenie międzynarodowej i dzielenia narodu. Chwilowy ten zamęt uznałbym za nieoczekiwaną zmianę sytuacji strategicznej, ale przecież inicjatywy nie wypuściłbym z ręki.

Tłumy to siła potężna, piąty żywioł. Wiedziałbym, że można go wykorzystać. Widząc ten żywioł szalony zalegający kościoły, place i ulice za cel postawiłbym sobie skanalizować jego emocje.

Nie byłoby to trudne – przez n lat podkopywałem Polskę tworząc nowe podziały, budowałem sektę i robiłem pranie mózgów, wśród ludzi oddanych. Umacniając ich w wyznawanych teoriach spiskowych. Przekonywałem ich ze są sami że muszą walczyć we własnym kraju z własnymi rodakami. Wmówił bym im że mają monopol na prawdę - i pokazał że ta "reszta" to bezwolne, bezmyślne stadne zwierzęta dające się manipulować wrogom Polski. Widząc próby pojednania z Rosji i spontaniczną reakcję współczucia, grał bym na niskich instynktach i tworzył kolejne teorie spiskowe. Próbował wmówić Polakom że to nie wypadek - http://www.radiomaryja.pl/artykuly.php?id=104286 Starał bym się przekonać ich że to wina Rosji, że ona na tym najwięcej zyskała.

Gloryfikował bym na każdym kroku tragicznie zmarłego Prezydenta. Zrobić z niego ikonę, męczennika, bohatera, świętego. W tym celu umniejszał bym jego wady. Starał się zdusić w zarodku i ośmieszyć możliwy scenariusz, że to Prezydent był współodpowiedzialny za tą tragedię, że być może to jego upór, tak jak w Gruzji kiedy prezydent chciał lądować jak najszybciej, a pilot podjął inną decyzję, w tym przypadku mógł być przyczyną tragedii. Jeżeli nawet będą dowody na taki scenariusz wypadków, będzie je można odrzucić twierdząc że są spreparowane i tym samym utrzymać jedność sekty. Nigdy bym nie wspominał, że to przecież kancelaria Prezydenta była odpowiedzialna za ilość i rangę osób które zasiadły w samolocie, a które wg. wszelkiej logiki - nigdy nie powinny lecieć razem.

Pragnął bym pokazać że żal przeciwników jest tylko na pokaz. Starał bym się by stan próżni politycznej trwał jak najdłużej. Jak najbardziej odsunąć w czasie naturalne przejęcie władzy i obsadzanie zwolnionych stanowisk. Twierdził bym że jest to czymś karygodnym i niewłaściwym. Dzięki temu podkopywał bym ciągłość władzy w Polsce. Pragnął bym doprowadzić do kolejnych podziałów podejmując kontrowersyjne decyzje np. o miejscu pochówku Prezydenta na Wawelu. Dążył bym do zniszczenia poczucia jedności Narodu poprzez sączenie jadu i wzniecanie kłótni.

Podsycałbym żal za prezydentem, ale robił swoje. Wykorzystał bym śmierć i tragedię narodową do przegrupowania i wzmocnienia szeregów "wiernych". Ci co płaczą, chętniej przyjmują poklepanie po ramieniu, więc mógłbym dodatkowo zyskać. Korzystając z osłabiającego umysł żalu starał bym się zwerbować nowych członków oraz wzmocnić "wiarę" całej sekty którą wykorzystał bym do bezpardonowej walki politycznej. Nie mógłbym stracić panowania nad tłumem i emocjami, bo inaczej tłum mógłby mnie zmieść z powierzchni sceny politycznej.

Przeczekałbym społeczną histerię, a w najskrytszym kącie serca, gdzie światło sumienia nie sięga, może bym się nawet uśmiechnął.