Pozwoliłem sobie nieco sparafrazować zawarte tam kwestie:
Gdybym był wrogiem Polski...
...i widział że tyle pracy, cały ten trud zdobycia władzy, dzielenia Polaków, zaszczepiania ksenofobii i szowinizmu, może pójść na marne. Że skrzętnie przeprowadzana kampania „nienawiści” i ukształtowana nacjonalistyczno-katolicka sekta, która kala świetne Patriotyczne polskie tradycje, wykorzystując je do swoich podłych celów, pod płaszczykiem wiary szerząc nienawiść, gdybym widział jak traci tylu liderów i lata podkopywania i podgrzania idą na marne to przejąłbym się...
Ale nie za bardzo.
Nie straciłbym przecież narzędzi, którymi posługiwałem się do poniżania Polski na arenie międzynarodowej i dzielenia narodu. Chwilowy ten zamęt uznałbym za nieoczekiwaną zmianę sytuacji strategicznej, ale przecież inicjatywy nie wypuściłbym z ręki.
Tłumy to siła potężna, piąty żywioł. Wiedziałbym, że można go wykorzystać. Widząc ten żywioł szalony zalegający kościoły, place i ulice za cel postawiłbym sobie skanalizować jego emocje.
Nie byłoby to trudne – przez n lat podkopywałem Polskę tworząc nowe podziały, budowałem sektę i robiłem pranie mózgów, wśród ludzi oddanych. Umacniając ich w wyznawanych teoriach spiskowych. Przekonywałem ich ze są sami że muszą walczyć we własnym kraju z własnymi rodakami. Wmówił bym im że mają monopol na prawdę - i pokazał że ta "reszta" to bezwolne, bezmyślne stadne zwierzęta dające się manipulować wrogom Polski. Widząc próby pojednania z Rosji i spontaniczną reakcję współczucia, grał bym na niskich instynktach i tworzył kolejne teorie spiskowe. Próbował wmówić Polakom że to nie wypadek - http://www.radiomaryja.pl/artykuly.php?id=104286 Starał bym się przekonać ich że to wina Rosji, że ona na tym najwięcej zyskała.
Gloryfikował bym na każdym kroku tragicznie zmarłego Prezydenta. Zrobić z niego ikonę, męczennika, bohatera, świętego. W tym celu umniejszał bym jego wady. Starał się zdusić w zarodku i ośmieszyć możliwy scenariusz, że to Prezydent był współodpowiedzialny za tą tragedię, że być może to jego upór, tak jak w Gruzji kiedy prezydent chciał lądować jak najszybciej, a pilot podjął inną decyzję, w tym przypadku mógł być przyczyną tragedii. Jeżeli nawet będą dowody na taki scenariusz wypadków, będzie je można odrzucić twierdząc że są spreparowane i tym samym utrzymać jedność sekty. Nigdy bym nie wspominał, że to przecież kancelaria Prezydenta była odpowiedzialna za ilość i rangę osób które zasiadły w samolocie, a które wg. wszelkiej logiki - nigdy nie powinny lecieć razem.
Pragnął bym pokazać że żal przeciwników jest tylko na pokaz. Starał bym się by stan próżni politycznej trwał jak najdłużej. Jak najbardziej odsunąć w czasie naturalne przejęcie władzy i obsadzanie zwolnionych stanowisk. Twierdził bym że jest to czymś karygodnym i niewłaściwym. Dzięki temu podkopywał bym ciągłość władzy w Polsce. Pragnął bym doprowadzić do kolejnych podziałów podejmując kontrowersyjne decyzje np. o miejscu pochówku Prezydenta na Wawelu. Dążył bym do zniszczenia poczucia jedności Narodu poprzez sączenie jadu i wzniecanie kłótni.
Przeczekałbym społeczną histerię, a w najskrytszym kącie serca, gdzie światło sumienia nie sięga, może bym się nawet uśmiechnął.