piątek, 16 kwietnia 2010

Teorie Spiskowe

Dostałem ostatnio kolejne mejle od mojej nieocenionej Cioci (dziękuje jej bardzo za to) które spowodowały mój roztrój nerwowy i kolejny zanik wiary w ludzką logikę i inteligencję. Poniżej postanowiłem skomentować niektóre tezy tych prac..


Sugestie że ruski odpowiednik systemu, pomagającego lądować został zamontowany na czas wizyty Tuska i Putina i zdjęty przed wizytą Kaczyńskiego.
Znalazłem taki opis: "system nawigacyjny działa wyłacznie dla rosyjskich samolotów, wiec putin mogl go urzyc, jednak samolotu tuska on nie obowiazywal. poszukajcie dalej informacji" - źródło: http://foxmulder.blox.pl/2010/04/Historyczna-analogia-bieszanowowski-burdel.html


Poniżej pozwoliłam sobie na ping-ponga z jednych z mejli - po prostu treść jest tak niedorzeczna że aż śmieszna.

 
"Jak to jest możliwe:
wypadek miał miejsce ok. 20 m nad ziemią a samolot rozleciał się na kawałki praktycznie nie nadające się do złożenia. Jak to jest możliwe, że ciała spadające z wysokości 20 m - tj. ok 5 -6 piętra uległy takiemu zdeformowaniu,że są nierozpoznawalne. Na codzień mamy do czynienia z upadkami z wysokości i takie upadki nie powodują deformacji ciała?"


Osoba która napisała coś takiego chyba notorycznie uciekała z lekcji fizyki w szkole podstawowej - dla podpowiedzi dodam chodzi o prawo zachowania energii. Choć z drugiej strony fajnie być takim debilem. Świat jest wtedy piękny. Wszystko dziwi i zaskakuje. No bo w każdym wypadku samochodowym też przecież można się dopatrzyć podobnej sensacji. Jak to jest możliwe że w niektórych wypadkach samochodowych też trudno rozpoznać ciała? Przecież oni "spadli" z 20 cm ??


"Jak to jest możliwe,
że samolot uderzył w drzewo o wysokości ok 6-8 m na dwa kilometry przed lotniskiem przy widoczności ok 500 - 800 m?
Tak nisko nad ziemią samolot znajduje się dopiero nad płytą lotniska. (..)"


O właśnie o tym pisałem - permanentne zdziwienie światem :) z tego co słyszałem to widoczność była znacznie mniejsza. No ale wydaje się że mamy kolejnego naocznego świadka(sic).


"jak to jest możliwe,
że ciało Prezydenta rozpoznano od razu, a z  95 pozostałych tylko 14 nadaje się do rozpoznania, nawet jego żony nie rozpoznano? chociaż podczas lądowania wszyscy siedzą przypięci pasami, a żaden fotel nie  został wyrwany  i nie leżał porozrzucany w trenie."


Kolejny dowód na to że czytamy wypowiedz naocznego świadka - nic nie wiedziałem wcześniej o fotelach! Skoro nasz geniusz twierdzi że wszyscy byli przypięci pasami do foteli, których ja wiemy nie wyrwało, to czego ruscy szukają? Przecież wszystkie ciała powinny być łatwe do znalezienia.


"Jak to jest możliwe,
że telewizja pokazywała obraz miejsca katastrofy rano w sobotę i żadnych ciał nie było widać, a w niedzielę pokazywała jak strażacy, w zupełnie innych uniformach wieczorem przy świetle latarek wykładali trumny? Dlaczego czekali do wieczora?"


Bo to były wampiry i ghule a wszyscy wiedzą że im światło słoneczne szkodzi. A tak serio - bo jak się ciepnie duraluminiową rurką fi 5 wypełnioną mięsem z prędkością ~300km/h w ziemię, to rurkę szlag trafi, część mięska przemieli się z ziemią, a część będzie mniej zmielona. Najpierw zbierasz mięsko z wierzchu - te które widać a potem, jak chcesz znaleźć wszystkie skwarki to musisz pogrzebać w tej ziemi co może potrwać nie tylko do wieczora ale nawet kilka dni. To takie kolejne zadanie z fizyki - czasoprzestrzeń - kopiesz od tego drzewa do piątej rano.


"Jak to jest możliwe,
że część osób tłumaczy się, iż nie poleciała ponieważ musiała zrezygnować na rzecz ważniejszych osób. TU 154 M posiada 168 miejsc, a pasażerów nawet w pierwotnej wersji było tylko 132 [wersja podawana przez Rosjan przez całą sobotę]
dlaczego aż ok 40 osób się spóźniło?
Tak podobno nie poleciał p.Borowski - Berman. Skąd wiedzieli?"


Coś mi się wydaje że to jednak nie był typowy rejsowy TU 154 M który to posiada 168 miejsc - podobno tym samolotem latał Prezydent jakoś nie wydaje mi się że nasza elita lubi ścisk rejsowych jak w rejsowym samolocie. 


"Jak to jest możliwe,
że pożar rzekomo  zdemolował wnętrze samolotu, a na pokazywanych częściach maszyny nie było nawet śladu okopcenia. Np szachownica bałoczerwona była aż lśniąca tak wyraźna. Dlaczego?"


Bo była na ogonie a nie we wnętrzu?


"Jak to jest możliwe, że samolot, który rzekomo uderzył w Pentagon przed laty,  przebił cały budynek i zrobił dziurę z drugiej strony, a tutaj rozbił się na cząsteczki zahaczając o młodniak - zagajnik. Podobnie było z maszyną uderzając w WTC i wylatującą z drugiej strony gmachu. Czyżby dziennikarze zmyślali i pokazywali wirtualną rzeczywistość."


Ja żadnego samolotu wylatującego z WTC nie widziałem - może tam też był nasz świadek naoczny? Różne debile żyją w wirtualnej rzeczywistości ich własnych mózgów, tu mamy chyba taki przypadek. Radio Erewan:
- czy to prawda że samolot podczas kołowania uszkodził się się o drzewko
- prawda!
- tylko nie podczas kołowania a lądowania, nie o uszkodził a kompletnie rozbił i nie o drzewko a mech pod drzewkiem


"Jak to jest możliwe, że strażacy gasili pożar przez prawie 30 minut, polewając [ co widać na video] wodą zagajnik a nie maszynę. Dlaczego na miejscu było 4-6 strażaków wykonujących czynności p.pożarowe."


A nasz komentator jest chyba także ekspertem p.poż - w związku z tym pytanie: A ilu strażaków miało być? Nie wiem co oni "gasili" ale wydaje mi się że jak bym miał wejść na teren katastrofy to najpierw zabezpieczył bym wszystko w koło - szczególnie rozchlapane paliwo lotnicze przed zapłonem. Krótko mówiąc olał bym odpowiednimi chemikaliami wszystko w koło.


"Jak to możliwe, że w czasie wykonywani 4 okrążeń nad lotniskiem,[ kilkanaście minut] żaden z pasażerów nie przedzwonił na ziemię, iż samolot się spóźni. Generalnie ludzie dzwonią na 10 minut przed lądowaniem.
Ani BOR nie zawiadomił kolegów na dole,że coś się dzieje. "


Skąd niby mieli wiedzieć że się spóźni? Przecież chyba byli o czasie? (przyznaje nie wiem  zdaje się ze kołowanie nad psem nie powoduje zbyt dużego spóźnienia) Wiem natomiast że na pokładzie samolotu zazwyczaj proszą o nie używanie telefonów przy lądowaniu i starcie bo mogą zakłócać aparaturę pokładową. Poza tym nie miałem pojęcia że nasz komentator podsłuchiwał samolot - no bo skąd by wiedział że nikt do nikogo nie dzwonił.


"Skąd było wiadomo, że nie potrzeba pomocy medycznej po wypadku, kiedy ogień ugaszono dopiero o 9.36 czyli w 41 minut po uderzeniu. TV nie pokazała ani jednej karetki pogotowia ratunkowego. Do tej pory nigdzie na świecie nie prowadzono akcji ratunkowej bez czekających karetek. Szczególnie jeżeli uderzenie rzeczywiście było z wysokości ok.20 m."


Przyznaje bez bicia - nie wiem nic o karetkach. Wydaje mi się że powinny być. Moim zdaniem komentator wysuwa zbyt daleko idące wnioski z braku karetek w TV. W Tv nigdy wszystkiego nie pokazują - to mogło też być przyczyna braku ciał na zdjęciach.

   
"Dlaczego zatrzymano kontrolera z wieży i nie dopuszczono do niego dziennikarzy przez pierwszy dzień."


Bo światków naocznych najpierw się przesłuchuje. Lepiej się kryj człowieku bo jak się dowiedzą że tam byłeś i wiesz to wszystko co wiesz to cię dopadną! Oni!


"Dlaczego czekano na odkodowanie czarnych - różowych, skrzynek kiedy nagrania rozmów są także w nagraniach z wieży.
Pokazana "czarna skrzynka" była wyraźnie różowa bez śladów opaleni"


Różowe to są słonie :) a czarna skrzynka była pomarańczowa! :)


"Dlaczego na miejsce wprowadzono już następnego dnia, ciężki sprzęt -spychacze- teren bagnisty, kiedy jeszcze komisja nie zdążyła nawet zinwentaryzować terenu. Pokazała to TVN 24 [mam zdjęcia]"


Radzę zdjęcia wydrukować w jak największej liczbie egzemplarzy i dobrze ukryć! Mogą być ważnym dowodem! Słowa klucz w tej wypowiedzi to "teren bagnisty" - wiele wyjaśniają z intencji ich autora.

 
"I co najciekawsze ŻADNE gadające głowy  w TV nie próbują nawet udzielić odpowiedzi na powyższe pytania."

Może tych odpowiedzi udzielają ich dupy? Tylko tego nie słychać bo dźwiękowcy wycinają.

czwartek, 15 kwietnia 2010

Chimera

Do napisania poniższego tekstu zainspirował mnie artykuł zatytułowany: "Gdybym był wrogiem Polski" -źródło http://polskijuzniema.salon24.pl/169674,gdybym-byl-wrogiem-polski
Pozwoliłem sobie nieco sparafrazować zawarte tam kwestie:

Gdybym był wrogiem Polski...

...i widział że tyle pracy, cały ten trud zdobycia władzy, dzielenia Polaków, zaszczepiania ksenofobii i szowinizmu, może pójść na marne. Że skrzętnie przeprowadzana kampania „nienawiści” i ukształtowana nacjonalistyczno-katolicka sekta, która kala świetne Patriotyczne polskie tradycje, wykorzystując je do swoich podłych celów, pod płaszczykiem wiary szerząc nienawiść, gdybym widział jak traci tylu liderów i lata podkopywania i podgrzania idą na marne to przejąłbym się...

Ale nie za bardzo.

Nie straciłbym przecież narzędzi, którymi posługiwałem się do poniżania Polski na arenie międzynarodowej i dzielenia narodu. Chwilowy ten zamęt uznałbym za nieoczekiwaną zmianę sytuacji strategicznej, ale przecież inicjatywy nie wypuściłbym z ręki.

Tłumy to siła potężna, piąty żywioł. Wiedziałbym, że można go wykorzystać. Widząc ten żywioł szalony zalegający kościoły, place i ulice za cel postawiłbym sobie skanalizować jego emocje.

Nie byłoby to trudne – przez n lat podkopywałem Polskę tworząc nowe podziały, budowałem sektę i robiłem pranie mózgów, wśród ludzi oddanych. Umacniając ich w wyznawanych teoriach spiskowych. Przekonywałem ich ze są sami że muszą walczyć we własnym kraju z własnymi rodakami. Wmówił bym im że mają monopol na prawdę - i pokazał że ta "reszta" to bezwolne, bezmyślne stadne zwierzęta dające się manipulować wrogom Polski. Widząc próby pojednania z Rosji i spontaniczną reakcję współczucia, grał bym na niskich instynktach i tworzył kolejne teorie spiskowe. Próbował wmówić Polakom że to nie wypadek - http://www.radiomaryja.pl/artykuly.php?id=104286 Starał bym się przekonać ich że to wina Rosji, że ona na tym najwięcej zyskała.

Gloryfikował bym na każdym kroku tragicznie zmarłego Prezydenta. Zrobić z niego ikonę, męczennika, bohatera, świętego. W tym celu umniejszał bym jego wady. Starał się zdusić w zarodku i ośmieszyć możliwy scenariusz, że to Prezydent był współodpowiedzialny za tą tragedię, że być może to jego upór, tak jak w Gruzji kiedy prezydent chciał lądować jak najszybciej, a pilot podjął inną decyzję, w tym przypadku mógł być przyczyną tragedii. Jeżeli nawet będą dowody na taki scenariusz wypadków, będzie je można odrzucić twierdząc że są spreparowane i tym samym utrzymać jedność sekty. Nigdy bym nie wspominał, że to przecież kancelaria Prezydenta była odpowiedzialna za ilość i rangę osób które zasiadły w samolocie, a które wg. wszelkiej logiki - nigdy nie powinny lecieć razem.

Pragnął bym pokazać że żal przeciwników jest tylko na pokaz. Starał bym się by stan próżni politycznej trwał jak najdłużej. Jak najbardziej odsunąć w czasie naturalne przejęcie władzy i obsadzanie zwolnionych stanowisk. Twierdził bym że jest to czymś karygodnym i niewłaściwym. Dzięki temu podkopywał bym ciągłość władzy w Polsce. Pragnął bym doprowadzić do kolejnych podziałów podejmując kontrowersyjne decyzje np. o miejscu pochówku Prezydenta na Wawelu. Dążył bym do zniszczenia poczucia jedności Narodu poprzez sączenie jadu i wzniecanie kłótni.

Podsycałbym żal za prezydentem, ale robił swoje. Wykorzystał bym śmierć i tragedię narodową do przegrupowania i wzmocnienia szeregów "wiernych". Ci co płaczą, chętniej przyjmują poklepanie po ramieniu, więc mógłbym dodatkowo zyskać. Korzystając z osłabiającego umysł żalu starał bym się zwerbować nowych członków oraz wzmocnić "wiarę" całej sekty którą wykorzystał bym do bezpardonowej walki politycznej. Nie mógłbym stracić panowania nad tłumem i emocjami, bo inaczej tłum mógłby mnie zmieść z powierzchni sceny politycznej.

Przeczekałbym społeczną histerię, a w najskrytszym kącie serca, gdzie światło sumienia nie sięga, może bym się nawet uśmiechnął.